
W październiku zeszłego roku, na zamówienie pana Jacka wykonałam komplet biżuterii - wisior i pierścień z kabaszonów amazonitu. Jak się później okazało, rzeczone amazonity mają dla Pana Jacka wielką wartość sentymentalną i i zostały wyłowione kilkanaście lat temu prosto z wód Bajkału. Praca niezwykle odpowiedzialna ale i zadowolenie z efektów ogromne.

Kolejne podejście do tej techniki. Lodowy kryształ górski, hematyt i srebrny drut. Do zrobienia elementów tego kompletu użyłam srebrnego drutu próby 999. Nie będzie tani

Techniki wire wrapping i herringbone są super i bardzo mnie nęcą, ale moje nie wprawione jeszcze palce strasznie bolą. Może dlatego, że nie do końca umiem posługiwać się szczypcami, cóż długa droga przede mną.
Aby dać odpocząć dłoniom zrobiłam serię kompletów biżuterii (naszyjnik i kolczyki) inspirowanych Czarnym Lądem. Księgowa mojego męża była na dwutygodniowym urlopie w Kenii. Safari i w ogóle… ech pomarzyć. Może kiedyś i my pojedziemy…
Tymczasem zrobiłam afrykańskie naszyjniki.
Do ich wykonania wykorzystałam malachit, agat czarny oraz opal zielony i czerwony. Całość oczywiście wykończona srebrem.

Przez jakiś czas nic nie robiłam, ani nie pisałam. Przez prawie tydzień czekałam na zamówiony srebrny drut próby 999, który znalazłam tylko w jednej hurtowni. Jak się już doczekałam na przesyłkę, to musiałam iść do szpitala na operację. Medycyna w dzisiejszych czasach jest na takim poziomie, że po kilku dniach jestem na chodzie. Poza tym, że w szpitalu na Ujastku jest rewelacyjna opieka medyczna, to również super warunki - klimatyzowane 2-osobowe pokoje z łazienką, telewizor… Jak w hotelu, słowo daję. Polecam wszystkim ten szpital.
Dość o chorobach i szpitalach. Wróciłam do żywych i zabrałam sie do roboty, oto efekty. A zapomniałam dodać, że ledwo wyszłam ze szpitala, to po drodze wstąpiłam na giełdę minerałów i biżuterii (nie mogłam sobie odmówić). Kupiłam trochę fajnych kamyków, z których uczyniłam całkiem przyjemne rzeczy. Do wykonania tego kompletu biżuterii (naszyjnik i kolczyki) wykorzystałam hematyt, kostki lawy wulkanicznej i drut srebrny próby 999, całość na lince jubilerskiej. Elementy z drutu zrobiłam dość pracochłonną, ale efektowną techniką wire wrapping - chyba całkiem nieźle jak na pierwszy raz.
Zastanawiam się nad oksydowaniem tych elementów.

Dziś wieczorem zrobiłam swój pierwszy w życiu naszyjnik. Ze srebra i jaspisu picasso. Od tego naszyjnika zaczęła się moja przygoda z biżuterią, nie jest on szczególnie skomplikowany, ale od czegoś trzeba zacząć.

W dodatku nie miałam do swojej pracy dystansu, aż odwiedziła mnie moja koleżanka, (by nie rzec przyjaciółka) która zna się na rzeczy. Powiedziała, że jest piękny, i że idealnie będzie pasował do jej szarego garnituru, dorobiłam do naszyjnika równie proste kolczyki. Widziałam błysk zachwytu w oczach Alicji, dlatego bez chwili zastanowienia sprezentowałam jej moją pierwszą w życiu pracę.

Jestem przekonana, że następnego dnia poparadowała do pracy w swoim ślicznym szarym garniturze przyozdobiona w naszyjnik i kolczyki z jaspisu. Niech jej się dobrze nosi